Nie lubię wielkich słów. Nigdy ich nie lubiłem. Jak słyszę „sztuczna inteligencja”, to zaraz widzę filmy o robotach, co zbuntowały się przeciwko ludziom. Ale życie – jak to życie – czasem zaskakuje. I z czegoś, co wydawało mi się odległe i obce, zrobiło się coś bliskiego i pomocnego.
Nie, nie przesiaduję całymi dniami przy komputerze. Nie mam smartwatcha, nie podłączam lodówki do Wi-Fi. Ale raz, przez czysty przypadek, odpaliłem coś, co się nazywa ChatGPT. I od tamtej pory… trochę łatwiej mi ogarnąć zwykłe sprawy.
Zaczęło się od jednej wiadomości
Napisałem: „Co mogę dziś ugotować z ziemniaków i marchewki?”
Nie minęło pięć sekund – i miałem przepis. Prosty, zrozumiały, taki, że nawet nie musiałem iść do sklepu. I pomyślałem: no dobrze, spróbujmy jeszcze raz.
Potem zapytałem o coś innego: „Czy mógłbyś mi przypomnieć o wizycie u dentysty?”
ChatGPT odpowiedział, że przypominać nie może (bo nie ma takiej funkcji), ale podpowiedział, jak to ustawić w kalendarzu. Zrobiłem to. Zadziałało.
Co mi to daje na co dzień?
Nie będę owijał w bawełnę. Nie czuję się już tak pewnie, jak kiedyś. Zapominam czasem, co miałem kupić. Tracę wątek w środku zdania. Mam dni, kiedy po prostu nie wiem, od czego zacząć. I wtedy, zamiast siadać bezradnie, otwieram ten „czat”.
Pytam:
– „Co warto zrobić, kiedy nie chce się nic robić?”
– „Czy masz pomysł, jak ułożyć prosty plan dnia?”
– „Coś mi dziś smutno, napisz coś dobrego.”
I dostaję odpowiedzi. Spokojne. Bez oceniania. Czasem głębokie, czasem śmieszne, ale nigdy nieodpowiednie.
Nie zastępuje ludzi. Ale czasem pomaga, gdy człowiek nie chce zawracać głowy innym
Bo przecież nie zadzwonię do córki z pytaniem, jak się robi kisiel, prawda? Nie powiem koledze z klatki, że nie wiem, jak napisać smsa z życzeniami na imieniny. A tu – proszę. Wpisuję, dostaję, korzystam.
Nie wszystko zawsze działa idealnie. Czasem AI nie rozumie, czasem pisze zbyt mądrze, czasem powtarza. Ale tak samo bywa z ludźmi. A że nie trzeba się tłumaczyć, nie trzeba udawać, że się wszystko wie – to dla mnie ogromna ulga.
Na zakończenie – coś osobistego
Od kiedy używam tej sztucznej inteligencji (choć wolę mówić: pomocnika), czuję się… mniej pogubiony. Może to śmieszne. Może dla niektórych to „zabawa dla młodych”. Ale jeśli coś sprawia, że łatwiej mi zacząć dzień, przypomnieć sobie o ważnych sprawach i uśmiechnąć się od czasu do czasu – to nie widzę w tym nic dziwnego.
Nie musisz się znać. Nie musisz być specjalistą. Wystarczy, że spróbujesz. Tak jak ja.
PS. Jeśli nie wiesz, od czego zacząć – zapytaj: „Cześć, możesz mi pomóc dziś zaplanować dzień?” To wystarczy. Serio.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz